poniedziałek, 21 lipca 2014

TAG: 9 moich dziwactw kosmetycznych

Włosowelove sto lat temu zamieściła świetny post aspirujący do tagu - 9 dziwactw kosmetycznych. Postanowiłam wtedy podjąć wyzwanie, ale okazało się, że nie jest to łatwe. Jak każdy wariat, uważam, że jestem zupełnie normalna. Wielu pewnie chciałoby z tym dyskutować...

Legnica, sierpień 2013


1. Na mojej własnej półce w lodówce na ogół mam więcej kosmetyków niż jedzenia.

2. Nie jestem w stanie nałożyć na twarz kremu czy toniku z drogerii, chyba, że ma odpowiednio prosty skład. Prosty to znaczy taki, że mogłabym go sama ukręcić z półproduktów. Jedynym drogeryjnym wynalazkiem jest micel z Dermedic. Przemywanie twarzy micelem z biedry idzie mi opornie i muszę go spłukać wodą. To się zaczęło w czasie, gdy nabawiłam się trądziku. Wszystko, co do tej pory używałam do twarzy, zaczęło drażnić moją skórę.

3. Żeby naolejować włosy, zużywam ogromne ilości oleju. Nie wiem, jak niektórym z Was wystarcza łyżka. Naprawdę nie wiem.

4. W czasie sesji twarzowych robię wszystko, co mogłoby ekstremalnie przesuszyć skórę. Zaczynam od peelingu, potem maseczka z glinek na godzinkę (pryskana wodą), a następnie olej rycynowy. Dopiero po tym wszystkim nakładam maść z wit. A, która ukoi pobojowisko. I wiecie, służy mi to.

5. Maluję rzęsy jako pierwsze w całym makijażu. Papram się przy tym aż do efektu pandy, ale za cholerę nie umiem inaczej wytuszować moich rzęs, by efekt był pożądany. Następnie zmywam tusz pozostawiony dookoła oka i dopiero nakładam cienie.

6. Mam pełno jaskrawych, różowych, czerwonych i fioletowych szminek, ale rzadko ich używam. Uważam, że mam brzydkie zęby, ale i tak za każdym razem kupuję taką pomadkę. Piękne są, no. Do cery pasują.

7. Nie używam płynu do demakijażu. Makijaż zmywam mydłem, przy wieczornym myciu twarzy. Używam natomiast płynu albo micela, by zmyć ten nieszczęsną pandę po malowaniu rzęs.

8. Kiedyś uważałam, że najfajniejsze kosmetyki są w różowych opakowaniach. Serio, tak było - wszystkie moje ulubione mazidła zapakowane były w różne odcienie różu. Teraz to już nie takie proste.

9. Uwielbiam obdarowywać moje koleżanki kosmetykami, nie tylko tymi, których chcę się pozbyć. Zawsze jestem szczerze ciekawa, jak im się sprawdzi mój ulubieniec, a przy okazji werbuję nowe duszyczki do włosomaniaczego grona.

Ktoś ma podobnie? A może całkiem odwrotnie?

PS Jeśli chcecie, czujcie się otagowane :)
PS 2 U Włosowelove trwa rozdanie, do 5 sierpnia można się zgłaszać. Kliknięcie na baner przeniesie Was do krainy fajnych kosmetyków, które tylko na Was czekają :)


sobota, 19 lipca 2014

GDZIE JEST ZIELPY?

Ha! Ci, którzy śledzą mój instagram, wiedzą, że jestem na wsi i się rolniczo praktykuję. Jest cudownie, ciepło, słonecznie, korzystam z lata jak za czasów nastoletnich, ale nie mam tam zbyt dobrego dostępu do sieci. I w sumie potrzebowałam przerwy, bo trochę zaczynałam się zmuszać do pisania, a nie chciałabym skończyć na pudlu jako przemęczona trudami kanikuły blogerka. Do tego wciąż (na szczęście?) brakuje mi trochę sławy ^^

Zamek w Wojnowicach


Na przeprosiny pokażę Wam, gdzie i czym się wożę, kiedy mnie tu nie ma. Poprawy obiecywać nie będę, bo nie wiem, co by z takich obietnic wyszło. Dotrwajcie do końca mojej zdjęciowej podróży.

PRAKTYKI

Jako aspirujący inżynier rolnik doglądam zarówno produkcji roślinnej, jak i zwierzęcej. Jaram się, jak koszą jęczmień :)




Piękny jest :) na miejsce zdarzenia wozimy się naszą furą, Volvo 340 aka Rekin. Póki co, niezawodny, choć zbiera się jak ślimak. No i klimy nie ma, trzeba wietrzyć.


A produkcja zwierzęca to świnie. Zeszły tydzień spędziłyśmy wśród tych cudownych stworzeń, poznając ich życie od każdej strony. Od rana zaczynałyśmy od sprawdzania, czy są lochy, które mają ruję i podstawiania ich (wraz z weterynarzem) do krycia knurowi. Serio. Poniżej "kuba" śpi po odwalonej robocie, a jego "miś" czyści mu koryto.




A na koniec przepiękny pałac przy chlewniach, który dwa lata temu wzięła w swoje łapy ANR i trzyma. Szkoda, że taki piękny budynek niszczeje, zakochałam się z miejsca.



CZAS WOLNY


A po robocie... podróżujemy! Najczęściej nad lokalne stawy, dzięki czemu jestem już solidnie opalona, poza twarzą oczywiście, co daje komiczny efekt i zmusza mnie do pudrowania twarzy bronzerem. Poniższy staw jest bardziej kameralny, ale są też spore kąpieliska z piaszczystą plażą, prawie jak nad morzem.



Króliczek też korzysta z wolności.


Zdążyłyśmy odwiedzić niemal martwy Brzeg Dolny, miasto o pięknej, wymarłej starówce. Ten budynek to Urząd Miasta, zapragnęłam wziąć ślub na wielkim, pięknym placu przed nim. Szkoda, że miałam ze sobą tylko komórkę.



Rowerowa wyprawa do Wojnowic dała nam popalić - złapał nas deszcz, upał, a potem sielankowy klimat pozwolił opalić nogi do końca. Z szortami się nie rozstaję, choć czuję się ostatnimi dniami jak parówka. Gruba.






WEEKENDY


Soboty i niedziele spędzam we Wrocławiu. Korzystam wtedy z pełni praw mieszczucha, kąpiąc się do woli w bieżącej wodzie, myjąc codziennie włosy, malując się naprawdę mocno i chodząc do kina. W zeszłym tygodniu byliśmy na "Zbaw nas ode złego", przy okazji pohennowałam znów włosy. Coraz więcej czerwieni, co widać też na zdjęciach z Wojnowic. Włosy wyglądają na przesuszone, bo nie były nawet rozczesane, tyle co wyschły po farbowaniu.



Za 3 tygodnie do fryzjera! Zamierzam ciachnąć z 5 cm upierdliwych, porozdwajanych końcówek. A póki co - półmetek praktyk! Skończy się z przytupem, bo na Festiwalu Lata w Miękini. Może ktoś się wybiera? Jak Wasze wakacje?

Jeśli macie ochotę, to zapraszam Was na mój instagram. Bywam tam ostatnio znacznie częściej niż tutaj :)

piątek, 20 czerwca 2014

SYFY WRACAJĄ! Akcja ratunkowa

Jeśli czytałyście post o antykoncepcji, to wiecie, że przez nią moja twarz upstrzyła się malowniczymi wykwitami, a następnie, głównie dzięki niej, wykwity te zeszły. Rok po odstawieniu tabletek - rok szczęścia i gładkiego lica - na mojej twarzy znów pojawili się nieprzyjaciele. Ja pitolę, co czynić?!

AAAAA Nosferatu!

DOMNIEMANE PRZYCZYNY

Folguję sobie ostatnio z dietą, glutenem, nabiałem. Chyba zapomniałam, jak to było beznadziejnie i potrzebuję sobie przypomnieć. Udało się.

Być może nie domywam zapychaczy z filtra. Różnie bywa.

Redermic C z La Roche Posay, ewentualnie jeszcze filtr i puder. Razem tworzą na mojej twarzy coś bardzo niewyględnego, dlaczego nie mogłyby dorzucić czegoś od siebie?

Hormony. Teraz? Gdy się poprawiło? Włosy tak nie lecą, a syfy wyszły? Życie.


AKCJA -> REAKCJA

Nabiał oczywiście poleciał, z glutenu zdarzy mi się kromka żytniaka na zakwasie, ewentualnie jakieś domowe rzeczy. Dbam o dobór produktów tak, żeby dostarczać wszystkich mikroelementów i witamin.

Dbam o czystość skóry: zmywam ją wieczorem dwoma różnymi kosmetykami, dla pewności. Często zmywam makijaż już po przyjściu do domu, żeby nie siedział na twarzy z całym syfem. Filtr i krem póki co ograniczyłam, pędzle pomyłam, poszewki na poduszki zmieniłam, nie dotykam twarzy telefonem podczas rozmowy, nie macam się i nie pozwalam macam brudnymi rękoma. Może i przesada, ale nie ma czasu, do końca czerwca muszę to zaleczyć.

Na wewnętrzne dolegliwości piję napar z ziół: pokrzywa+krwawnik+wierzbownica.



ZESTAW DODATKOWY

Bez pomocniczej akcji ratunkowej by się nie obyło. Mój standardowy zestaw naprawczy sprawdza się świetnie i tym razem, widzę już pierwsze efekty w postaci oczyszczenia, rozjaśnienia cery, wyrównania kolorytu i gojenia się ranek. Plamki robią się mniej czerwone. Częstotliwość zabiegów jest większa teraz, ponieważ zdecydowałam się na mocne uderzenie, potem oczywiście ograniczę zabiegi, żeby nie przesuszać skóry.

Glinki: czarna do cery tłustej, żółta ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa. W praktyce obie są świetne :)
  1. ZŁUSZCZANIE - 2-3 razy w tygodniu. Ideałem jest peeling enzymatyczny, ale nie mam takiego, radzę sobie korundem z żelem micelarnym.
  2. OCZYSZCZANIE - glinki, glinki i jeszcze raz spirulina. Obecnie na tapecie ruskie glinki - czarna i żółta, do tego czasem węgiel, czasem aspiryna, zawsze glony i olejek rozmarynowy. Efekty genialne, cera jest jasna, czysta, diody przygaszone ^^
  3. OLEJ - olej rycynowy na godzinkę, potem zmywamy i...
  4. NAWILŻANIE I GOJENIE - ...i ratujemy skórę przed przesuszeniem po tym hardkorze maścią z witaminą A, ewentualnie wymieszaną z olejem. Zaczyna się goić, plamki się rozjaśniają.
Zdziercy-mordercy

Kompania łagodząca

Do tego można dorzucić jeszcze przecieranie twarzy olejkiem pichtowy z naftą kosmetyczną, zdecydowanie jako punkt 2, gdyż bardzo maltretuje twarz.


Co Wy na to? Próbowałyście któregoś z tych sposobów? Lubicie tak na ostro? :)