Introwertyk - świr czy zwykły nudziarz?

Poznaj 50 introwertycznych faktów o mnie i przekonaj się sam.

Krwiściąg lekarski czyli...

... opowieść o tym, jak odsyfiałam twarz naturalnymi metodami.

Odstawić gluten i przeżyć - 13 kroków

Dość smęcenia o tym, jak to trudno żyć bez chlebka!

Dopalacze dla mózgu

Jak podkręcać obroty, by miało to ręcę, nogi i... mózg.

Mężczyzno, znalazłeś się tutaj niezupełnie przypadkiem?

O męskiej, niedoskonałej cerze poczytasz tutaj. Bez ściemy.

czwartek, 18 grudnia 2014

Dlaczego szczotka z dzika jest taka cudowna?

Przedmiotem dzisiejszej rozprawki będzie szczotka. Przyrząd do czesania włosia z włosia. Włosie dzikie czesze włosie udomowione.



Długo obywałam się bez szczotki z włosia dzika. Na początku włosowej manii wystarczał mi grzebień z szeroko rozstawionymi zębami - myślałam, że moje włosy są kręcone i tak je traktowałam. I dopóki takie były, wiodło nam się wspaniale. Schody zaczęły się mniej-więcej w tym roku, gdy włosy udało mi się doprowadzić do momentami ekstremalnie niskiej porowatości. A wiecie, co się z tym wiąże... Przyklap. Smętnie dyndające strąki. Wiecznie tłuste pasmo grzywki.

Nie mogłam tak żyć. Nim zaczęły się myśli samobójcze (albo myśli o ogoleniu głowy na łyso...) trafiłam na swoją wybawczynię. Biedny, zamordowany Sus scrofa każdego dnia przyczynia się do mojego lepszego samopoczucia, powiększania grona mych adoratorów i zgrzytania zębami zawistnych koleżanek. Bo nie wiem, czy wiecie, ale szczotka z włosia dzika działa niczym stylizator.

Włosy przed i po



Powyżej zdjęcie włosów, które częściowo wyschły naturalnie, lekko je tylko podsuszyłam. Po lewej przed rozczesaniem ich po wyschnięciu, a po prawej efekt tylko po szczotce z dzika. Może ułożenie ich nie jest zbyt fortunne - nie mam prześwitów w końcówkach, spoko - ale możecie zobaczyć różnicę. W obu przypadkach włosy są dobrze nawilżone, niespuszone. Po jakimś czasie od czesania trochę zmienia się ich wygląd.

Nie stylizuję włosów. Ze względu na ich porowatość i tak nie mam zbytniego pola do popisu, więc na ogół zostawiam je proste do wyschnięcia lub suszę suszarką. Ewentualne szaleństwa to ułożenie grzywki lub koczek ślimak, który pozwala na jakąś godzinę moim włosom stać się falowanymi. Po wysuszeniu włosy wyglądają przeciętnie, często zdarza się, że zaraz strączkują się albo tracą objętość. Jeśli akurat mają dostatek emolientów, wyglądają jak ulizana kupa. 

Po rozczesaniu szczotką z włosia dzika nagle dzieje się cud. Włosy są uniesione, zwielokrotniają objętość, układają się lepiej niż przed. Fryzura trzyma się jakiś czas bez pomocy lakieru czy pianki. Strąki z końcówek znikają, a grzywka się unosi i jakiś czas utrzymuje, jak utrwalona lakierem.

Mój sposób


Te wszystkie cuda dzieją się prawdopodobnie dlatego, że szczotka jest bardzo gęsta i elektryzuje włosy. Bez sztuczki, która pozwala mi opanować ładunki szalejące po ich łodygach byłoby trudno mi cieszyć się życiem. Nim zacznę rozczesywanie, zwilżam obie dłonie wodą. Pochylam się, zaczynam od karku, po każdym przesunięciu szczotką przesuwam dłonią po włosach. Natychmiast przestają się elektryzować, ale objętość zostaje. Niestety, żadna odżywka w spreju nie pomogła pozbyć się tego efektu ze szczotki, ale metoda ta już weszła mi w nawyk i nie sprawia kłopotu.

Używacie szczotki z dzika? Jak Wam się podoba efekt?

sobota, 29 listopada 2014

Organizacja garderoby - chciałabym w końcu jej podołać!

Znacie ten ból, kiedy otwieracie szafę i nic w niej do siebie nie pasuje? O ile problemu nie mam z tym, gdy czasu jest trochę więcej, to rano przed wyjściem na uczelnię ubieram się za pięć autobus. Nie mam wtedy chwili na zastanowienie się, co właściwie na siebie wkładam i często kończy się to dziwnym doborem garderoby.



Niestety nie wszystko można podciągnąć pod oryginalny styl. Nie umiem sobie poradzić z poczuciem, że mam w szafie zbiór przypadkowych rzeczy, które przetrzebione okresowymi porządkami nadają się w najlepszym razie do noszenia każde z osobna. Nie mam pojęcia, co z tym zrobić. 75% zdań w tym akapicie zaczyna się od "nie" lub czegoś podobnego - efekt bezradności wobec problemu.

Chciałabym Was zapytać, jak sobie z tym radzicie lub nie radzcie? Przyszło mi do głowy kilka sposobów, ale nie wiem, czy mają sens...

1. Psychiatra. Odpowiedni dobór leków może zaradzić na "nie mogę się zdecydować" i "wyglądam jak ostatnie nieszczęście".
2. Wyrzucić całą garderobę poza jednymi spodniami i bluzką. Tylko jeszcze nie wiem, skąd wezmę nowe ciuchy, więc plan jest nieco niedoskonały.
3. Wziąć kartkę, długopis i zaplanować, co właściwie chciałabym nosić i powoli dokupować te rzeczy. To brzmi najlepiej, prawda?

A na koniec standardowa historia z cyklu "co mnie drażni": kupiłam obcisłe rurki w rozmiarze 38. Już wiszą mi na dupie, a wcale nie schudłam. Magia! Czy da się skurczyć dżinsy?!

środa, 12 listopada 2014

Co może dać facetowi właściwa pielęgnacja twarzy

Faceci... Kosmetyczny temat-rzeka, wieczna kopalnia narzekania ich partnerek i strachów uważających się za ofiary mężczyzn. Wiadomo, nie ma nic groźniejszego od dobrze dobranego męskiego kosmetyku - delikwent może jeszcze poczuć się zbyt przystojny i pewny siebie, a partnerkę zmienić na lepszy model. Nie, żeby mi się to przydarzyło...



Poza takimi historiami jak ta, brata mojej koleżanki, który nie mył twarzy i dziwił się, że ma trądzik (wraz z regularnym stosowaniem mydła problemy minęły), zdarzają się może mniej drastyczne, ale wynikające z równie głupiego postępowania. Dzisiaj poobgadujemy mojego Właściciela.

Cuda, pani!


Odkąd się wyprowadziliśmy, wprowadzam w domu reżim polegający na przymuszaniu chłopa do mycia twarzy wieczorem. Nie rozumiem tego mitu pokutującego wśród samców, którzy uważają, że nie nosząc makijażu, nie mają nic do roboty. Zresztą, to samo dotyczy porannych ablucji. Kupiłam Właścicielowi jego własne mydło Aleppo z różową glinką, żeby się cieszył, że zostało dobrane specjalnie dla niego. Może pamiętacie jego przeboje z cerą naczynkową... Nie umiem ocenić, jaki czas upłynął do zauważenia pierwszych efektów (2 tygodnie?), ale widocznie pory się zwęziły i dużo mniejszy problem jest z wypryskami, nawet tymi po goleniu.

Chłop chodzi po domu i wysławia swą damę pod niebiosa. W obawie o jego chłodny racjonalizm staram się tłumaczyć, że to nie cuda, a kwestia różnych procesów...



Pewnego ranka obudziłam się obok innego mężczyzny


Tak było, przysięgam! Przebudziłam się kilka dni temu, spojrzałam na osobnika leżącego obok, spodziewając się ujrzeć znajomą twarz z rumieńcami i prawie krzyknęłam. Rysy się zgadzały, więc po przebudzeniu delikwenta ustaliłam dla formalności dane osobowe i z ulgą zaczęłam analizować zmianę, która zaszła na jego licu. Okazało się, że mój Właściciel - gdy to piszę, mam łzy wzruszenia w oczach - z własnej woli wziął wieczorem mój olejek z Khadi i nałożył go na twarz! Byłam tak zachwycona i dumna, że nawet nie przejęłam się, że teraz tempo jego zużywania się potroi! Nie pomyślałam nawet, żeby go do tego namawiać (zapewne z wrodzonej chciwości). Efekty są świetne: wszystkie podrażnienia goją się dużo szybciej, rumieńce są wyciszone, stan cery naprawdę jest dużo lepszy. Coś czuję, że mogłabym zakochać się na nowo, muszę to przemyśleć.


Co dalej?


Teraz trzeba tylko uważać, żeby nie zabić zapału raptownymi ruchami. Chciałabym nauczyć Właściciela jeszcze używania glinek - ma swoje pudełeczko czerwonej, które okrasza zawsze zarzutami wobec mnie: to jasne, nie dopilnowałam! O stosowaniu kwasów nawet nie wspominam, na pewno jednak pokuszę się jeszcze o jakiś kosmetyk do cery naczynkowej i coś w stylu hydrolatu z kwiatu kasztanowca albo oczaru. To wszystko jednak stopniowo, żeby jego umysł mógł nadążyć za zmianami fizjonomii. Nie potrzeba mu przecież drugiego okresu dojrzewania...

Jestem ciekawa, jakie utrapienia macie ze swoimi domownikami, niekoniecznie tymi płci męskiej.