niedziela, 27 lipca 2014

Być kobietą w męskim zawodzie

No, jak to jest? Trudno? Męcząco? Bo musisz udowadniać wszystkim, że nie jesteś lalką (albo lesbą, albo męża szukasz)? Czy raczej zabawnie przez szereg dowcipów, które słyszysz każdego dnia lub miło ze względu na tony komplementów, które słyszysz nawet, gdy jesteś atrakcyjna w nieoczywisty sposób? Nie wiem. Dopiero do takiego zawodu aspiruję. Zobaczcie, co już udało mi się od chłopów usłyszeć.

Co ja robię tu, uuu...


Dziewczyna w rolnictwie? Owszem, jest wiele instytucji unijnych...


Na wał korbowy! 5 lat studiów inżynierskich, wkuwania chemii, babrania się w ziemi, uczenia się o krowiej perystaltyce, a ty mówisz mi, że mam siedzieć za biurkiem i wypełniać podania o dotacje?! No dobra, rozumiem, niektórzy mają takie ambicje, uczą się, żeby potem zostać urzędnikiem i to według nich szczyt drabiny życiowej kariery. Nie jestem jedną z takich osób, ponadto moje doświadczenie z pracą w urzędzie nauczyło mnie, że taka robota bardzo szybko demoralizuje. Nie chcę płaszczyć sobie tyłka na krześle, psuć oczu, kręgosłupa i nadgarstków przed komputerem.* Już lepiej być blogerką i robić to w domu, na kanapie.

Hahaha, dziewczyny, a znacie tę historię o...


... o krótkich spódniczkach. Tak, znamy. Jesteś takim samym nieśmiesznym wujaszkiem-zboczuszkiem, jak ci, u których kiedyś próbowałam sobie załatwić praktykę. Już przy rozmowie telefonicznej dowiedziałam się, że mogłabym co najwyżej chwasty na ogródku powyrywać. Ale w sumie sorki, dziewczyny, też nie bardzo, bo żona się będzie denerwować. Hehe.


To za ciężka robota dla dziewczyn...


Taaak? A co powiesz o tysiącach kobiet, które na swoich barkach targają całą gospodarę, bo mąż ochlejus siedzi z kolesiami pod sklepem cały dzień? Co powiesz o tych, które do tego mają chorego dzieciaka, jedynego, który mógłby pomóc? Co powiesz o tych samotnych babeczkach, które piszą do rubryki matrymonialnej Tygodnika Rolniczego, szukając kogoś, kto pomoże im prowadzić gospodarstwo, a przy okazji wleje trochę ciepła w codzienny kierat? Zresztą, nawet w miastach jest wiele heroin, każdego dnia ogarniających takie rzeczy, że facetom się one śniły może w okopach pod Stalingradem. Wiadomo.


Głowa do góry


Tak jest wszędzie, gdzie rynek zawodowy zdominowali mężczyźni. Mój rolniczy przykład jest chyba dość ekstremalny, bo przyznacie, że bardziej zmaskulinizowany jest chyba tylko zawód księdza i robotnika drogowego. Nie zamierzam się tym przejmować. Nie wiem, co ze mną będzie, nie wiem, gdzie wyląduję, na ile dam się ponieść z prądem, a na ile sama będę tworzyć rzeczywistość. Nie wiem tego z jednego prostego powodu: dopiero będę bronić inżyniera, jakie mogę mieć więc doświadczenie? Uszy i umysł zamykam jednak na cztery spusty i nie słyszę tych zniechęcających pierdoletów. Dziewczyny, wiem, że jest Was dużo na politechnikach, na typowo męskich (szkoda, że tym samym nie zmężniałych...) kierunkach. Pamiętajcie, że nie po to Was zapraszali tam - ktoś jeszcze pamięta akcję "Dziewczyny na politechniki"? - żeby teraz Was pociskać za płeć. To od Was zależy, jak będą Was widzieć inni - niech wygra najlepszy, dla każdego starczy miejsca na odnalezienie swojej niszy. Fokus na cel i do przodu!

Macie doświadczenia w męskich zawodach? Jak sobie radzicie?


*Bo zaraz ktoś przyjdzie i napisze: Niedawno wrzucałam już tutaj post o studiach, więc profilaktycznie tylko dodam: jeśli będę musiała to robić, bo nie będę miała aktualnie szans na inną robotę, to ok. Żyć za coś trzeba. Co nie zmienia faktu, że zdezerteruję zza biurka, jeśli tylko nadarzy się okazja.

poniedziałek, 21 lipca 2014

TAG: 9 moich dziwactw kosmetycznych

Włosowelove sto lat temu zamieściła świetny post aspirujący do tagu - 9 dziwactw kosmetycznych. Postanowiłam wtedy podjąć wyzwanie, ale okazało się, że nie jest to łatwe. Jak każdy wariat, uważam, że jestem zupełnie normalna. Wielu pewnie chciałoby z tym dyskutować...

Legnica, sierpień 2013


1. Na mojej własnej półce w lodówce na ogół mam więcej kosmetyków niż jedzenia.

2. Nie jestem w stanie nałożyć na twarz kremu czy toniku z drogerii, chyba, że ma odpowiednio prosty skład. Prosty to znaczy taki, że mogłabym go sama ukręcić z półproduktów. Jedynym drogeryjnym wynalazkiem jest micel z Dermedic. Przemywanie twarzy micelem z biedry idzie mi opornie i muszę go spłukać wodą. To się zaczęło w czasie, gdy nabawiłam się trądziku. Wszystko, co do tej pory używałam do twarzy, zaczęło drażnić moją skórę.

3. Żeby naolejować włosy, zużywam ogromne ilości oleju. Nie wiem, jak niektórym z Was wystarcza łyżka. Naprawdę nie wiem.

4. W czasie sesji twarzowych robię wszystko, co mogłoby ekstremalnie przesuszyć skórę. Zaczynam od peelingu, potem maseczka z glinek na godzinkę (pryskana wodą), a następnie olej rycynowy. Dopiero po tym wszystkim nakładam maść z wit. A, która ukoi pobojowisko. I wiecie, służy mi to.

5. Maluję rzęsy jako pierwsze w całym makijażu. Papram się przy tym aż do efektu pandy, ale za cholerę nie umiem inaczej wytuszować moich rzęs, by efekt był pożądany. Następnie zmywam tusz pozostawiony dookoła oka i dopiero nakładam cienie.

6. Mam pełno jaskrawych, różowych, czerwonych i fioletowych szminek, ale rzadko ich używam. Uważam, że mam brzydkie zęby, ale i tak za każdym razem kupuję taką pomadkę. Piękne są, no. Do cery pasują.

7. Nie używam płynu do demakijażu. Makijaż zmywam mydłem, przy wieczornym myciu twarzy. Używam natomiast płynu albo micela, by zmyć ten nieszczęsną pandę po malowaniu rzęs.

8. Kiedyś uważałam, że najfajniejsze kosmetyki są w różowych opakowaniach. Serio, tak było - wszystkie moje ulubione mazidła zapakowane były w różne odcienie różu. Teraz to już nie takie proste.

9. Uwielbiam obdarowywać moje koleżanki kosmetykami, nie tylko tymi, których chcę się pozbyć. Zawsze jestem szczerze ciekawa, jak im się sprawdzi mój ulubieniec, a przy okazji werbuję nowe duszyczki do włosomaniaczego grona.

Ktoś ma podobnie? A może całkiem odwrotnie?

PS Jeśli chcecie, czujcie się otagowane :)
PS 2 U Włosowelove trwa rozdanie, do 5 sierpnia można się zgłaszać. Kliknięcie na baner przeniesie Was do krainy fajnych kosmetyków, które tylko na Was czekają :)


sobota, 19 lipca 2014

GDZIE JEST ZIELPY?

Ha! Ci, którzy śledzą mój instagram, wiedzą, że jestem na wsi i się rolniczo praktykuję. Jest cudownie, ciepło, słonecznie, korzystam z lata jak za czasów nastoletnich, ale nie mam tam zbyt dobrego dostępu do sieci. I w sumie potrzebowałam przerwy, bo trochę zaczynałam się zmuszać do pisania, a nie chciałabym skończyć na pudlu jako przemęczona trudami kanikuły blogerka. Do tego wciąż (na szczęście?) brakuje mi trochę sławy ^^

Zamek w Wojnowicach


Na przeprosiny pokażę Wam, gdzie i czym się wożę, kiedy mnie tu nie ma. Poprawy obiecywać nie będę, bo nie wiem, co by z takich obietnic wyszło. Dotrwajcie do końca mojej zdjęciowej podróży.

PRAKTYKI

Jako aspirujący inżynier rolnik doglądam zarówno produkcji roślinnej, jak i zwierzęcej. Jaram się, jak koszą jęczmień :)




Piękny jest :) na miejsce zdarzenia wozimy się naszą furą, Volvo 340 aka Rekin. Póki co, niezawodny, choć zbiera się jak ślimak. No i klimy nie ma, trzeba wietrzyć.


A produkcja zwierzęca to świnie. Zeszły tydzień spędziłyśmy wśród tych cudownych stworzeń, poznając ich życie od każdej strony. Od rana zaczynałyśmy od sprawdzania, czy są lochy, które mają ruję i podstawiania ich (wraz z weterynarzem) do krycia knurowi. Serio. Poniżej "kuba" śpi po odwalonej robocie, a jego "miś" czyści mu koryto.




A na koniec przepiękny pałac przy chlewniach, który dwa lata temu wzięła w swoje łapy ANR i trzyma. Szkoda, że taki piękny budynek niszczeje, zakochałam się z miejsca.



CZAS WOLNY


A po robocie... podróżujemy! Najczęściej nad lokalne stawy, dzięki czemu jestem już solidnie opalona, poza twarzą oczywiście, co daje komiczny efekt i zmusza mnie do pudrowania twarzy bronzerem. Poniższy staw jest bardziej kameralny, ale są też spore kąpieliska z piaszczystą plażą, prawie jak nad morzem.



Króliczek też korzysta z wolności.


Zdążyłyśmy odwiedzić niemal martwy Brzeg Dolny, miasto o pięknej, wymarłej starówce. Ten budynek to Urząd Miasta, zapragnęłam wziąć ślub na wielkim, pięknym placu przed nim. Szkoda, że miałam ze sobą tylko komórkę.



Rowerowa wyprawa do Wojnowic dała nam popalić - złapał nas deszcz, upał, a potem sielankowy klimat pozwolił opalić nogi do końca. Z szortami się nie rozstaję, choć czuję się ostatnimi dniami jak parówka. Gruba.






WEEKENDY


Soboty i niedziele spędzam we Wrocławiu. Korzystam wtedy z pełni praw mieszczucha, kąpiąc się do woli w bieżącej wodzie, myjąc codziennie włosy, malując się naprawdę mocno i chodząc do kina. W zeszłym tygodniu byliśmy na "Zbaw nas ode złego", przy okazji pohennowałam znów włosy. Coraz więcej czerwieni, co widać też na zdjęciach z Wojnowic. Włosy wyglądają na przesuszone, bo nie były nawet rozczesane, tyle co wyschły po farbowaniu.



Za 3 tygodnie do fryzjera! Zamierzam ciachnąć z 5 cm upierdliwych, porozdwajanych końcówek. A póki co - półmetek praktyk! Skończy się z przytupem, bo na Festiwalu Lata w Miękini. Może ktoś się wybiera? Jak Wasze wakacje?

Jeśli macie ochotę, to zapraszam Was na mój instagram. Bywam tam ostatnio znacznie częściej niż tutaj :)